Nie wiem jak mam naprawić relacje z Mężem i całkowicie wyrzucić poprzedniego partnera z głowy.. Nie chce zostawić Męża też ze względu na małe dziecko.. Mam wrażenie że utknęłam w martwym punkcie, w którym w ogóle nie jestem szczęśliwa.. Do kogo się udać po pomoc w naszej relacji?
Ale mimo, że wszystkiego nie mam, to jestem szczęśliwa, bo mam to, co najważniejsze, zdrowie, miłość, pracę. Udostępnij ten post. Link to postu Udostępnij na innych stronach. Łasa
Czym jest monogamia. Monogamia to zdolność do tworzenia związku z jedną osobą. Człowiek żyjący w związku monogamicznym jest oddany całkowicie partnerowi, a relacja jaka ich łączy jest tylko dla nich i gwarantuje im, że nikt więcej nie dzieli z nimi intymnego życia. To norma uznawana i akceptowana społecznie, zdecydowana
A ja jestem 20 lat mężatką i jestem szczęśliwa. Życzę wszystkim 🤗 Początki nie były łatwe. "W małżeństwie są SPORY o różne kwestie" Grał kucharza w "Złotopolskich
Porady Sylwia Miller 16 kwi, 2020. Dojrzałość każdego człowieka jest ściśle połączona z poczuciem świadomości siebie. Samoświadomość jest kluczowa, ponieważ to od niej zależy poziom dostrzegania rzeczywiści, a w konsekwencji aktywność i zachowanie człowieka. Umysł jest rodzajem świadomości charakterystycznym tylko dla
Jestem szczęśliwa przyszła mama . 3; Wrocilam i jestem szczesliwa !!!! no prawie 21; Jestem szcześliwą mężatką!!! 28; i ja jestem już szczęśliwą żoną :) 20; Jestem po wizycie u gin.i nie wiem czy jestem w ciąży 7; Jestem czy nie jestem w ciąży? 56
. W każdej kulturze istnieje wiele przesądów na temat ślubu. Czasem z pozoru zupełnie absurdalne, zabobony mają mieć wpływ na to, czy nasze małżeństwo przeżywać będzie kolejne wielkie rocznice, czy też zakończy się szybko i z głośnym hukiem. Choć zwykle nie wierzymy w przesądy, zawsze lepiej dmuchać na zimne i wiedzieć, jak według ludowych tradycji przygotować się do szczęśliwego małżeństwa. W kulturze europejskiej, podobnie jak w każdej innej, istnieje wiele oznak tego, czy małżeństwo będzie udane, czy też lepiej zrezygnować zawczasu ze składania ślubnych deklaracji. Czasy się zmieniły, ale nasze marzenia i niepokoje o przyszłość pozostają takie same i są niezależne od naszego pochodzenia, wykształcenia i wieku. Dlatego też zebraliśmy dla was najważniejsze przesądy na temat ślubów. Zawsze przecież można posterować wydarzeniami… Wkrótce zawrzemy związek małżeński, jeżeli: - kurczak wejdzie do domu ze źdźbłem słomy w dziobie, po czym je upuści, - nad naszym domem przeleci ćwierkający drozd, - na parapecie usiądzie biała gołębica, - z sufitu zjedzie na nitce pająk, który będzie się huśtał w górę i w dół, - w nocy usłyszymy trzykrotny ryk krowy, - znajdziemy w pobliżu domu zrośnięte orzechy leszczyny lub kwiatek bzu o pięciu płatkach. Będziemy szczęśliwi w małżeństwie, jeżeli: - w dniu ślubu damy kotu do zjedzenia jakiś przysmak, podany we własnym bucie zamiast w miseczce, - kot kichnie, siedząc przed panną młodą, - przed wyjazdem do ślubu jedno z narzeczonych śnić będzie o ślubie w noc poprzedzającą to wydarzenie, - ślub weźmiemy w czerwcu, ponieważ, jak mówi stare przysłowie irlandzkie, pary zaślubione w tym miesiącu mają miesiąc miodowy przez całe życie, - ceremonia ślubu trwać będzie od wpół do godziny do pełnej godziny, ponieważ wskazówka minutowa poruszająca się w górę wróży wzrastające szczęście, - ślub odbędzie się po południu, - w dniu ślubu jest piękna pogoda (burzliwa pogoda wróży burzliwy związek), - podczas wychodzenia z kościoła padnie na nowożeńców promień słońca, - w dniu ślubu pada śnieg, - w drodze do kościoła młodzi ujrzą jagnię lub synogarlicę, - nad głowami orszaku przeleci stado białych ptaków, - pan młody schowa w kieszeni kawałek chleba, który wyrzuci po drodze (symbolizuje to wyrzucenie problemów) albo da komuś głodnemu (zapowiada to materialne powodzenie będące skutkiem szczodrości); do głodnych zaliczają się także zwierzęta, - po sukni panny młodej tuż przed ślubem przespaceruje się pająk, podczas ślubu panna młoda nosić będzie kolczyki, - pannę młodą uczesze i założy jej welon szczęśliwa mężatka, tuż przed wyjściem do ślubu, - do lewego buta, tuż przed wejściem do kościoła, panna młoda włoży nową monetę, - w wianku lub bukiecie znajdą się kwiaty pomarańczy (przynoszą szczęście, symbolizują niewinność, czystość, trwałą miłość i płodność), - do kościoła młodzi wniosą szczyptę soli (odgania zło), - pan młody będzie mieć w kieszeni podkowę (może być miniaturowa), - panna młoda będzie płakać podczas ślubu (w ten sposób wypłacze od razu wszystkie łzy i nie będzie potrzebowała ich później), - oboje młodzi wejdą i wyjdą z kościoła prawą nogą. Małżeństwo nie będzie udane, jeżeli: - młodzi urodzili się w tym samym miesiącu, - ślub brany jest w urodziny jednego z państwa młodych, - ślub został przełożony na później (wedle wierzeń przekładanie ślubu na później mogło spowodować nawet śmierć któregoś z małżonków), - pan młody zobaczy pannę młodą ubraną do ślubu jeszcze przed samą ceremonią, - panna młoda nosić będzie perły (każda perła symbolizuje łzę wylaną w małżeństwie), - w kościele pojawią się nietoperze, albo, co gorsza, któryś przeleci nad głowami państwa młodych.
Czy jest coś, co możesz zrobić już teraz? Zacznij od zadania sobie poniższych pytań! 1. Czym jest dla mnie szczęście? To podstawowe pytanie, które od zarania dziejów zadają sobie ludzie. Po dziś dzień różne systemy filozoficzne i religijne udzielają skrajnie różne odpowiedzi. Psycholodzy i coachowie wyodrębniają dwa główne podejścia: Szczęście jako uczucie – pozytywna emocja pojawiająca się w reakcji na dobre wydarzenie, która nas spotkało. Szczęście jako stan ducha – trwałe optymistyczne podejście do życia, którego można się nauczyć i zachowywać niezależnie od niesprzyjających okoliczności, czyli nieszczęśliwych zdarzeń. Ludzie mówią o uczuciu szczęścia w relacjach międzyludzkich, w przyjaźniach, w związkach partnerskich. Szczęściem może być wolność od trosk, czyli docenianie spokoju w życiu. Czujemy się szczęśliwi, gdy zrealizujemy swoje cele, spełnimy marzenia. Gdy urodzi się dziecko, gdy meblujemy nowy dom, gdy przeprowadzamy ważną zmianę w życiu. Mówimy, że szczęście komuś dopisuje, gdy mu się powodzi w różnych dziedzinach. 2. Skąd wiem, że jestem nieszczęśliwy? Innymi słowy: po czym to rozpoznaję? Jak się wtedy czuję? Jak funkcjonuję? To pytanie diagnostyczne, sprawdzające czy „rozpoznanie” jest słuszne. Chodzi o to, by uchwycić „objawy”, czyli wszystko to, co doprowadza nas do wniosku: jestem nieszczęśliwy! Może to być przedłużające się obniżenie nastroju, apatyczność i brak chęci do życia, tak jak w przypadku depresji. Może to być też chwilowe dogłębnie przeszywające uczucie, że „świat się zawalił” tak jak w przypadku żalu po stracie bliskiej osoby. Im większa samoświadomość, tym wgląd będzie łatwiejszy. „Wielu ludzi jest nieszczęśliwych jedynie dlatego, że mają czas, aby zastanowić się nad tym, czy są szczęśliwi, czy też nie.” – George Bernard Shaw 3. Jak bym się czuł, gdybym był szczęśliwy? To pytanie jest odwróceniem poprzedniego, a ma na celu wyostrzenie różnicy między pożądanym, a niepożądanym stanem i tym, jak odczuwamy oba. Alternatywne pytanie: jak się czuję, gdy jestem szczęśliwy? Bo przecież na pewno zdarzyło nam się doświadczać uczucia szczęścia i możemy sobie przypomnieć sytuację, kiedy właśnie tak się czuliśmy. Gdy w miarę szczegółowo opiszę, jaki jestem jako szczęśliwy człowiek, będzie mi łatwiej do tego stanu powrócić. Stanie się tak dlatego, że myślenie o pozytywnych scenariuszach działa jak celowa wizualizacja. Nasz mózg toruje drogę do wcielenia takiej sytuacji w życie. Pamiętajmy, że mózg ma zdolność do myślenia tylko o jednej rzeczy na raz, czyli myśląc „jestem szczęśliwy” nie mogę jednocześnie utrwalać poczucia „jestem nieszczęśliwy”. „Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz. Wszystko trwa, sam dobrze wiesz, że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem” -Myslovitz 4. Co jest powodem mojego nieszczęścia? Pytanie analityczne, czyli przechodzimy od symptomów do źródeł. Najczęściej odpowiedzi udzielamy sobie automatycznie, bo wydaje się oczywista. Jednak nie we wszystkich przypadkach tak jest. Czasami musimy się trochę nagimnastykować, żeby przedrzeć się przez liczne warstwy pozornych przyczyn i dotrzeć do sedna. Czy jest to nieszczęście sytuacyjne, na skutek jakiegoś zdarzenia lub braku zdarzenia? Trudności w relacjach międzyludzkich, niepowodzenia zawodowe lub rodzinne? Utraty, niedobory (materialne, emocjonalne, zdrowotne), poczucie braku? Albo nadmiaru (nieumiejętność cieszenia się sukcesem, ustalenia priorytetów, wprowadzenia balansu praca-dom)? „Tym więcej chcesz im więcej masz. Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd. Lecz to nie to, nie to, nie tak. I ciągle czegoś nam brak do szczęścia, wciąż nam brak, tak zachłannie brak.” -Anna Maria Jopek Życie niesie ze sobą wiele naprawdę trudnych, granicznych doświadczeń, po których podniesienie się wymaga niejednokrotnie wieloletniej pracy ze specjalistami. Są jednak i takie nieszczęścia, które po bliższym przyjrzeniu się wcale nieszczęściami nie są. Udzielenie sobie szczerej odpowiedzi pozwoli odsiać negatywne emocje od negatywnych wydarzeń i krytyczniej spojrzeć na sposób ich interpretacji. 5. Kto jest odpowiedzialny za moje szczęście? Mój mąż, dziecko, przyjaciel, szef? A może państwo, system, religia, los, pogoda…? To jest pytanie z gatunku prowokujących, ponieważ mamy ogromną pokusę, żeby uzależniać nasze szczęście od innych ludzi i czynników zewnętrznych. Zapominamy przy tym, że nasze życie nie toczy się w próżni i wokół nas od zawsze działy się, dzieją i dziać będą rzeczy, których nie chcemy, które łatwo obwinić za nasze poczucie nieszczęścia. „Rani nas nie to, co nam się przytrafia, ale nasza reakcja na to.” – Steven Covey Jeśli więc bycie szczęśliwym jest w dużej mierze kwestią naszego wyboru, to… 6. …co mogę z tym zrobić? Zauważ, że pytanie nie brzmi „czy coś mogę z tym zrobić?”. Na tak postawione pytanie, można by odpowiedzieć: „nie, nie mogę”. Jednak i to nie byłoby do końca zgodne z prawdą, ponieważ jest jedna rzecz, którą zawsze, ale to zawsze możemy zrobić. Zaakceptować fakty! To absolutnie pierwszy krok przed podjęciem jakichkolwiek działań poprawiających sytuację. Mogę się dalej czuć, jak się czuję, ale mogę też przejąć odpowiedzialność za swój stan. Decyzja należy do mnie. Jeśli zmienię swoje myśli, zmienią się emocje. Jeśli emocje będą pozytywne, zyskam chęć do działania. Jeśli podejmę działanie, będą efekty. Satysfakcjonujące rezultaty przybliżą mnie do odzyskania poczucia szczęścia. „Więc nie patrz w dal, bo szczęście jest tuż obok nas. W zwyczajnym dniu, w zapachu domu, wśród chmur, w ciszy traw. Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak!” – Anna Maria Jopek *** Muzyczna inspiracja: „Małe szczęścia” – Robert Janson „Do ludzi” – Maciej Balcar „Traf” – Maciej Balcar „Mieć czy być” – Myslovitz „Na dłoni” – Anna Maria Jopek „Do przodu” – Dżem „Obudź się i żyj” – Monika Kuszyńska Zdj. Unsplash/Paola Chaaya Magda Urbanek-Hudziak 1. Spotkaj się ze mną, jeśli: chcesz porozmawiać lub pomilczeć o ważnych dla Ciebie sprawach, chcesz wyrazić i poprzeżywać wszystkie emocje, również te trudne i “społecznie nieakceptowane” potrzebujesz wspierającego towarzystwa na którymś odcinku swojej drogi szukasz bratniej duszy, ostoi, zrozumienia dla niezrozumiałego Nie poprowadzę Cię za rękę, ale pokażę możliwe kierunki. Nie przewidzę, co spotkasz za zakrętem, ale powiem Ci, dlatego warto to sprawdzić. Nie powiem Ci jak żyć, ale podpowiem, gdzie znajdziesz odpowiedzi. 2. Kim jestem i co robię: człowiekiem i psychologiem, który ponad wszystko stawia na relacje – w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Satysfakcjonuje mnie lokalizowanie źródeł nieporozumień i wypracowywanie rozwiązań “bez ofiar w ludziach”. Szczególną radość sprawia mi doprowadzanie do momentu, w którym ludzie odkrywają, że ich wyjściowa perspektywa nie jest jedyną, jaką mogą przyjąć, a wraz z otwartością na odmienne punkty widzenia zwiększa się zrozumienie drugiego człowieka, siebie, świata. Więcej o mnie na stronie . Zapraszam również na blog gdzie propaguję wartość bliskich relacji międzyludzkich w czasach naznaczonych brakiem zaufania i czasu. 3. Dlaczego tu jestem: Powód jest prozaiczny - bardzo mi się podoba to miejsce, dlatego chcę je współtworzyć :) Mam taką obserwację, że im bardziej społeczeństwo promuje rozwój osobisty i wychodzenie ze strefy komfortu, tym bardziej boimy się przyznać, że zmiany budzą w nas lęk. Boimy się zatem podwójnie: samych zmian, jak i presji z nimi związanych. To spore obciążenie, które powoduje blokadę naturalnego potencjału rozwojowego. Chcę pisać do Ciebie i dla Ciebie, ponieważ z własnego i cudzych doświadczeń wiem, że czasami jedno przeczytane zdanie ma moc wywołania wielkiej życiowej zmiany. Być może właśnie znajdziesz takie zdanie w jednym z moich artykułów :) 4. Z czego jestem dumna w moim życiu: Z umiejętności budowania trwałych i satysfakcjonujących relacji z ważnymi osobami w moim życiu oraz z faktu, że odważyłam się zostać matką. 5..Moje słabości: Lubię pospać :) 6. Mój sprawdzony sposób na zły humor: Sprawdzony, ale nie sposób, bo nie inicjowany przeze mnie: niespodziewany telefon od przyjaciela albo ulubiona piosenka, którą właśnie puszczają w radiu. 7. Największa zmiana w moim życiu: Moment, w którym zastąpiłam pytanie: „A co, jeśli spadnę?” pytaniem: „A co jeśli polecę?”, czyli gdy nauczyłam się działać, pomimo strachu, by sięgać po to, na czym mi zależy. 8. Miejscowość i kontakt: stacjonarnie zapraszam do gabinetu w Katowicach oraz na konsultacje online: tel: 791 298 607, gabinet@
fot. Adobe Stock Marcinek znowu wrócił z podwórka z płaczem. – Mamusiu, chłopaki wołają za mną brudas, śmieją się, że powinienem zostać kominiarzem, nie będę się musiał myć – łkał. – Nie płacz synku, nie zwracaj na nich uwagi, przecież masz swoich kolegów, którzy cię lubią – pocieszałam go. Alan, mój mąż, nic nie mówił, tylko zaciskał pięści ze złości. Widziałam, jak jest mu przykro, tym bardziej że sam też miał niedawno przykre zajście w pracy. – Wyobraź sobie Małgosiu, że ta kobieta, co sprzedaje kwiaty na ulicy, ta, która kiedyś splunęła za mną, dzisiaj trafiła do nas na odział w stanie przedzawałowym – powiedział mój mąż. – Miałem ją przebadać, ale jak mnie zobaczyła, zaczęła lamentować, że żaden czarny diabeł nie będzie jej badał i chce innego lekarza. – To tylko zacofana staruszka – powiedziałam smutno. Czasami zastanawiałam się, czy już całe życie będziemy musieli pokutować za to, że się kochamy wbrew całemu otoczeniu. Wszystko przez to, że Alan ma czarną skórę. Poznaliśmy się osiem lat temu w Anglii. Ja pojechałam, żeby trochę zarobić i podszkolić angielski, Alan studiował medycynę w Londynie. Bardzo długo traktowałam go jak kolegę. Nie miałam tam znajomych, a Alan dobrze znał miasto i ciekawie opowiadał o tamtejszych zabytkach i atrakcjach turystycznych. Szybko przekonałam się, że to inteligenty chłopak z poczuciem humoru. Pochodził z Sudanu, a konkretnie z Chartumu, stolicy tego kraju. Pamiętam dzień, gdy zadzwoniłam z Londynu do rodziców do Siedlec, aby opowiedzieć im wrażenia z pobytu. – Mam fajnego kumpla, jest Afrykańczykiem – pochwaliłam się. – Co?! Murzyn?! – krzyknęła mama. – Z kim ty się tam dziewczyno zadajesz? Chcesz narobić sobie i nam kłopotów, i wstydu? Żeby ci nie przyszło do głowy z nim romansować – upominała. Nie pomogło tłumaczenie, że Alan to dobry i mądry mężczyzna, a wkrótce zostanie lekarzem. Mama wiedziała lepiej, że jak czarny to na pewno margines społeczny. To wstyd, aby dziewczyna z porządnej polskiej rodziny zadawała się z kimś takim, a nie daj Boże, gdyby zostali parą. Uświadomiłam sobie wtedy, że w prowincjonalnym mieście, z którego pochodzę, nie mogłabym raczej, ot tak, spacerować z Alanem. Wszyscy znajomi i rodzina wytykaliby mnie palcami, a może nawet nie chcieliby mnie znać? Zaczęłam go unikać. Coraz bardziej mi się podobał, ale uświadomiłam sobie, że związek z nim byłby trudny ze względu na odmienność kulturową i religijną. Miałam już dużo znajomych różnych narodowości i prawie wszyscy ostrzegali mnie przed kontaktami z Afrykańczykami. – To podrywacze, często wykorzystują i zostawiają białe dziewczyny – słyszałam od koleżanek. – Są chorobliwie zazdrośni i manipulują swoimi kobietami. Dla nich kobieta jest gorszym gatunkiem człowieka. Dziś wiem, że te opinie są krzywdzące, bo wszystko zależy od rodziny, w jakiej się człowiek wychował. Alan pochodzi z nowoczesnej rodziny urzędników i nauczycieli, jest otwarty na świat. Szanuje kobiety oraz inne religie. Sam jest niepraktykującym muzułmaninem. Poza tym charakter faceta nie zależy od koloru jego skóry i jeśli kobieta ma pecha, to małżeństwo z Polakiem lub innym Europejczykiem może być dla niej koszmarem. Ja jestem bardzo szczęśliwa z Alanem i cieszę się, że odważyłam się wyjść za niego za mąż wbrew wszystkim przeciwnościom. Dla tej miłości zerwałam kontakt z rodzicami, którzy nie potrafią zaakceptować odmienności Alana. Jest także inny ważny problem. Spotykamy się często z przejawami nietolerancji wobec Murzynów. W Londynie też zdarzało się, że ktoś w metrze albo w pubie rozmawiał za naszymi plecami, o tym, jak białe dziewczyny puszczają się z czarnuchami. Bałam się nawet, że ktoś nas kiedyś napadnie. Alan nie narzucał mi się, rozumiał moje obawy. To ja pierwsza do niego zadzwoniłam po tym, jak nie kontaktowaliśmy się przez kilka tygodni. Tęskniłam za nim, choć trudno mi było przyznać się do tego. – Jutro wyjeżdżam na ferie do rodziców, rano mam samolot – usłyszałam w telefonie. – Będę na ciebie czekała, wracaj szybko – powiedziałam do niego następnego dnia na lotnisku, a on długo trzymał mnie w ramionach. – Tak się cieszę, że cię widzę i mogę przytulić, bałem się, że się mnie wstydzisz – mówił. Ja też poleciałam wtedy do Polski. Przez całą drogę zastanawiałam się, jak powiedzieć rodzicom, że jestem zakochana w czarnoskórym Sudańczyku i planuję się z nim związać. W domu wybuchła awantura. Rodzice nie rozumieli, jak ktoś taki może mi się podobać. – Jest czarny jak diabeł, w dodatku muzułmanin, może to jakiś przestępca, zamachowiec – krzyczał ojciec. Tylko rodzeństwo trzymało moją stronę. – Rób, jak uważasz, jeśli się kochacie, to może się wam uda – powiedziała siostra, wzdychając z powątpiewaniem. Nie było sensu, żebym przywoziła Alana do rodzinnego domu, chociaż on bardzo chciał poznać moją rodzinę. – Pokaż mi swój kraj – prosił. Wakacje spędziliśmy w Polsce. Byliśmy na Mazurach, w Karpaczu i Gdańsku. Mój ukochany zachwycał się przyrodą i słowiańską urodą polskich dziewczyn. – Mam wielkie szczęście, że poznałem ciebie i Polskę, najbardziej podoba mi się Gdańsk i Warszawa, mógłbym tu zamieszkać – opowiadał, a ja słuchałam tego w milczeniu. Znów ogarnęły mnie wątpliwości. Słyszałam, jak kilku wyrostków na ulicy obrzucało nas wyzwiskami. Zastanawiałam się, czy ten związek ma sens, czy dam radę wytrwać w małżeństwie, jeśli niemal codziennie ktoś nas będzie ranił takimi rasistowskimi zachowaniami? A jeśli stracę już na zawsze kontakt z rodzicami? – Nie smuć się – mówił Alan, tuląc mnie do siebie. – Wszystko się ułoży, twoi bliscy też z czasem pogodzą się z twoim wyborem, jak zobaczą, że żyjemy zgodnie i szczęśliwie – przekonywał. Po uroczystych oświadczynach postanowiliśmy odwiedzić rodzinę Alana w Chartumie. Wszyscy byli dla mnie mili, ale wyczułam, że woleliby, aby Alan wybrał na żonę miejscową dziewczynę. – Nie chciałabym tu mieszkać – powiedziałam do Alana. – Rozumiem cię, ty jesteś z innego świata, nie mógłbym cię zmuszać do przyjęcia tutejszej kultury ani religii, za bardzo cię kocham, chcę żebyś była szczęśliwa – zapewniał. Wzięliśmy ślub cywilny w Warszawie i z tym miastem wiązaliśmy naszą przyszłość. Długo nie mogliśmy jednak zamieszkać razem, bo Alan kończył specjalizację na Uniwersytecie Londyńskim, a ja znalazłam pracę w polskim Ministerstwie Finansów. Dopiero po roku mąż przeprowadził się do mnie i kupiliśmy mieszkanie pod Warszawą. Alan jest dobrym mężem i ojcem. Każdego dnia dziękuję losowi, że mam tego człowieka przy swoim boku, a jednak nie jestem w pełni szczęśliwa. Od siedmiu lat nie widziałam się z rodzicami. Wysyłamy sobie tylko kartki z życzeniami świątecznymi. Ojciec zaprosił mnie kiedyś listownie, ale bez męża. Nie pojechałam. Dobrze, że chociaż mamy dobre relacje z moim rodzeństwem. Alan zaprzyjaźnił się nawet z moim bratem. Problemem jest także to, że często ktoś nam dokucza z powodu koloru skóry mojego męża. Jeśli tylko pozwolimy sobie na okazanie czułych gestów w miejscu publicznym, to zaraz ktoś nas wytyka i szepcze za naszymi plecami. Jest nam przykro, że ludzie komentują nasze uczucie i życie prywatne. Podobne przykrości przeżywa nasz synek. Kiedyś w Internecie odnalazłam inne kolorowe rodziny i jakaś kobieta, mama gimnazjalistki ostrzegła mnie, że to dopiero początek problemów. Ona musiała swoją córkę przenieść do innej szkoły, bo w poprzedniej koledzy wysmarowali ją kredą, aby dziewczynę wybielić. Wezwani do szkoły rodzice zbagatelizowali sprawę. Czasami myślę, żeby wyprowadzić się do Anglii. Tam żyje dużo mieszanych małżeństw, a ludzie są jednak bardziej tolerancyjni. Przeczytaj więcej listów do redakcji: „Przez 2 lata ukrywałam związek, bo wiedziałam, że rodzice nie zaakceptują czarnego zięcia. Wolą się mnie wyrzec”„Mam męża, ale jestem samotną matką. On jest niewidzialnym ojcem i nie opiekuje się naszą córką”„Mąż zamykał mnie w domu. Znęcał się nade mną i bił dzieci. Jakimś cudem udało mi się uciec”
Pan Jezus 90% swojego życia przeżył bez wielkich ewangelizacji, cudów i nauczania innych. Może więc warto doceniać przeciętną codzienność? Kilka lat temu miałam zabawną, choć bardzo ważną dla mojego rozwoju, "przygodę" podczas rekolekcji organizowanych przez naszą Wspólnotę. Ojciec rekolekcjonista swoje nauki rozpoczął od prośby, byśmy zamknęli oczy i wyłapali pierwsze słowo, które nam przychodzi do głowy w odpowiedzi na pytanie: kim jestem? Choć był to dla mnie dość trudny emocjonalnie czas, bez trudu i wyraźnie usłyszałam dwa słowa: "szczęśliwa i błogosławiona". Nie sposób było nie uśmiechnąć się do tej myśli, bo wraz z nią zalały mnie bardzo pozytywne emocje. Wszystkie oscylujące wokół tego przekonania, że rzeczywiście, o swoim życiu, choć niepozbawionym cierpienia i wyzwań, z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest szczęśliwe i pełne błogosławieństwa. Że taka jestem! Siedziałam więc z bananem na buzi w ławce i kiedy ksiądz poprosił, by podniosły rękę te osoby, które usłyszały "jestem kochany!", zrobiłam to bez wahania ;). "Świetnie. Pani z ostatniej ławki może już wracać do domu. Pani żadnych rekolekcji nie potrzebuje" - uśmiechnął się ksiądz serdecznie, a ja z zaskoczeniem zauważyłam, że jako jedyna osoba w kościele trzymam rękę w górze. Zapominanie Wracam do tego wspomnienia raz po raz, zwłaszcza wtedy, gdy zaczynam się taplać w wątpliwościach, kompleksach i czarnowidztwie. Nie wiem, jak Wy, ale ja ciągle muszę w sobie walczyć z postawą, która w każdym życiowym wyzwaniu dostrzega zagrożenia, a asekuranctwo traktuje jak tarczę. Niestety, z bólem serca przyznaję, że jestem mistrzynią pisania czarnych scenariuszy i - co gorsza - nie zachowuję ich tylko w swojej głowie (pozdrawiam Cię, Najdroższy ;). Bardzo mnie to we mnie irytuje, zwłaszcza wtedy, gdy odbieram sobie i najbliższym radość z czegoś, co nas może spotkać. Zaufanie Ufam Bogu. Zazwyczaj. Moje zaufanie kończy się (niestety) tam, gdzie przestaję mieć kontrolę, zwłaszcza kontrolę nad życiem tych, których najmocniej kocham. Lęk o najbliższych jest tym miejscem, w którym mówię Bogu: "Wybacz, boję się". Pewnie dlatego tak strasznie bolą mnie słowa Pana Jezusa: "Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien" (Mt 10, 37). Mam jednak w sobie równocześnie wielki pokój serca, że kto jak kto, ale On mnie za to nie przekreśla, tylko tak prowadzi w życiu, by tę ufność powoli, dzień po dniu budować. Zwyczajnie i bez fajerwerków. Zaskoczenie Nie macie tak, że czasami nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo się zmieniliście, dopóki codzienność nie wyrwie Was z utartych schematów? Ja tak mam z moją wiarą osobistą. Raz po raz spotyka mnie w życiu taka sytuacja, w której z zaskoczeniem dostrzegam, że zmieniłam się. Na lepsze. Tak było z moim poczuciem własnej wartości, które przez długi czas oscylowało gdzieś na poziomie Rowu Mariańskiego. Otoczona Miłością, zawierzając się konsekwentnie Bogu, nawet nie spostrzegłam, kiedy przekonanie, że jestem kochana i wyjątkowa, stało się prawdą, która nie daje się wypchnąć na margines mojej świadomości. Wręcz przeciwnie: kształtuje moją rzeczywistość i pomaga się rozwijać. To nie stało się spektakularnie. Nie było chórów anielskich i feerii światła, kiedy dotarło do mnie, że jestem błogosławiona. Na dobrą sprawę do dziś mnie to dziwi, bo myśl, że jesteśmy dziećmi Bożymi, stworzeni na Jego obraz i podobieństwo i powołanymi tylko i wyłącznie po to, by kochać, wydaje mi się nie z tej ziemi. No powiedzcie sami, czy takiemu przekonaniu nie powinno towarzyszyć w głowie "ALLELUJA" co najmniej w wydaniu Haendla? ;) Dziwne, jak trudno nam przyznać się do tego, że jesteśmy szczęśliwi, że dobrze się nam żyje, że czujemy się spełnieni, zrealizowani, kochani. Kiedy po wspomnianych rekolekcjach zapytałam mojego Męża (który był i jest dla mnie wzorem wiary), dlaczego nie podniósł ręki, odparł skonsternowany, że… się krępował. Kim jesteś, Boże, dla mnie? Szczęśliwa - tak. To ja. To nie znaczy, że wolna od trosk. To nie znaczy doskonała. To nie znaczy święta. Szczęśliwa, czyli przekonana o tym, że moje życie ma sens i cel, że jest Ktoś, kto mnie sobie wymarzył i nie przypadkiem wpisał w historię świata. Kochana i kochająca. Błogosławiona - tak. To też ja. Zalana Miłością, którą dane mi jest dostrzegać i doświadczać. Obdarowana szansą życia w świecie zapierającym dech w piersiach swoim pięknem i niezwykłością. Zachwycona Bogiem, który każdego dnia daje mi Siebie smakować i poznawać. Który jest bliski, hojny i nieogarniony. Który pozostaje jedynym pewnym punktem odniesienia, gdy przychodzą życiowe burze. Jestem. Jestem, bo On mnie zapragnął. I choć do ostatniego tchu pozostanie dla mnie Tajemnicą, to każdego dnia mogę starać się Go lepiej poznać. Krok po kroku budujemy naszą relację, a On nie narzuca mi kosmicznego tempa, tylko z pokorą, cichutko i bez fajerwerków robi swoje. Przemienia mnie i moje życie. Mimo moich grzechów, upadków, asekuranctwa. Robi to konsekwentnie i na rozmaite sposoby. Od czasu do czasu pozwala nawet dostrzec ;). Doceniaj Bardzo podoba mi się myśl, że po przyjęciu Pana Jezusa każdy z nas staje się monstrancją. No więc wychodzimy do świata po Eucharystii i co? Powinniśmy tryskać radością, jaśnieć dobrocią, prostotą, pokorą, a nawet jeśli nie (widocznym gołym okiem) szczęściem, to przynajmniej pokojem serca. A jak jest w rzeczywistości? Staram się więc często uświadamiać sobie, że jestem świątynią Pana. Ta myśl stawia mnie do pionu, gdy zbyt ochoczo zaczynam dezawuować swoją wartość. Patrzę na swoje życie i nazywam te miejsca, które są niezwykłe, te momenty, które są wielką, niezasłużoną łaską. Od oddechu począwszy, przez talenty, na Miłości skończywszy. Staram się nie koncentrować na tym, że co rusz potykam się na drodze wiary i życia ewangelicznymi przykazaniami. Raczej próbuję coraz lepiej poznawać Tego, który w trosce o bliźniego nie gada, a czyni. I ciągle idzie. Bo przecież Bóg nie jest statyczną prawdą - jest Osobą, która wykracza daleko poza nasze możliwości poznania i nikogo, nigdy nie przekreśla. Ta świadomość nie raz ratowała mi duchowe życie. Tak jak Boże przykazanie: kochać bliźniego JAK SIEBIE samego. Kim jesteś? Walczę też (głównie w swojej głowie) o prawo do uśmiechu w kościele ;). Po to, by ktoś, patrząc na mnie, nie bał się podejść, zagadać, poprosić o pomoc. By nie bał się podać ręki na znaku pokoju i zapytać o drogę do sklepu, gdy wyjdziemy z kościoła. Daję sobie prawo, by zwykłe, ciche, dobre życie ze spokojem sumienia traktować jako realizację Bożego zamysłu. Bo czasem warto przypomnieć sobie o proporcjach. Pan Jezus 90% swojego życia przeżył bez wielkich ewangelizacji, cudów i nauczania innych. Przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Może więc warto doceniać przeciętną codzienność i zauważać, ile dobra i radości tkwi w prozaicznych czynnościach? Może warto więcej uśmiechać się do swojego życia i do życia innych ludzi? To bardzo buduje. Szczęśliwa i błogosławiona. Nieidealna. Świadoma bycia dzieckiem Boga. Kochana. Obdarowana. W drodze. To ja. A Ty? Kim jesteś? Agata Rusek - zawodowo związana z osobami starszymi, od 5 lat koncentruje się raczej na młodszych pokoleniach (czyt. jest mamą trójki szkrabów) Tekst pochodzi z bloga
być szczęśliwym w małżeństwie Definicja w słowniku polski Przykłady Nie chciała, by plotkowano o niej jako o jedynej kobiecie, która nie jest szczęśliwa w małżeństwie. Słyszała, że królowa nie jest szczęśliwa w małżeństwie, więc spotkała się z nią. Literature Nie miała wątpliwości co do tego, że nie była szczęśliwa w małżeństwie. Literature – Chcesz wybadać, czy nadal jestem szczęśliwy w małżeństwie, czy stanowię dla ciebie potencjalne zagrożenie. Literature – Uważasz, że Felicity była szczęśliwa w małżeństwie? Literature Nie chcesz być szczęśliwa w małżeństwie? Literature Jest mężatką i modlę się, by była szczęśliwa w małżeństwie. Literature Jestem szczęśliwy w małżeństwie. – Czy ludzie nigdy nie są szczęśliwi w małżeństwie? Literature Niech będą dzięki Bogu i wszystkim świętym, że obie córki z Clonmuir są szczęśliwe w małżeństwach. Literature – Więc byłaś szczęśliwa w małżeństwie? Literature Jej matka była szczęśliwa w małżeństwie, chociaż tak naprawdę nie wybrała sobie męża. Literature Ale myślałam, że jesteś szczęśliwy w małżeństwie opensubtitles2 — Czy byłaś szczęśliwa w małżeństwie? Literature Czy będzie szczęśliwy w małżeństwie z panną Rolfe? Literature — Przecież jesteś szczęśliwa w małżeństwie, prawda, Meg? Literature Może podobał im się Bennett, ale były szczęśliwe w małżeństwie z Niallem. Literature Byłem szczęśliwy w małżeństwie, ale Liz umarła i ta część mojego życia umarła razem z nią. Literature Roztaczaj aurę spokoju, harmonii, miłości i dobrej woli - a z roku na rok będziecie szczęśliwsi w małżeństwie. 11. Literature - Proszę - powiedziała błagalnie. - Anna jest szczęśliwa w małżeństwie. Literature – I masz już dość udawania, że jesteś szczęśliwy w małżeństwie... – Julio Literature Dostępne tłumaczenia Autorzy
nie jestem szczęśliwa w małżeństwie