Śnieg w piątek 24.11.2023. Opady śniegu pojawią się na 87%. Synoptycy przewidują, że spadnie ok. 0 mm śniegu. To nie jest najlepszy dzień na spacer, jeśli nie chcesz przemarznąć. Opady śniegu pojawią się w nocy na 77 %. Według prognoz, spadnie ok. 7 mm śniegu. Śnieg w sobotę 25.11.2023
Lepiej cieplej się ubrać w razie wychodzenia z domu. Opady śniegu pojawią się w nocy na 95 %. Ma spaść ok. 2,6 mm śniegu. Prawdopodobieństwo, że pojawią się opady śniegu wynosi 27%. Wychodząc z domu koniecznie ubierz się odpowiednio do zimowej aury. Prawdopodobieństwo wystąpienia opadów śniegu w nocy wynosi 39 %.
Czy 8.11.2023 w woj. dolnośląskim jest smog? Nieznacznie przekroczone normy zanieczyszczeń nie zmieniają faktu, że powietrze jest nadal dobre. 🤨 Małe dzieci i starsze osoby mogą jeszcze spędzić trochę czasu na dworze. Sprawdzałam dzisiaj, czy jest smog w woj. dolnośląskim. Było to o godz. 20:37.
Smog w Jeleniej Górze (20.11.2023). Sprawdź poziom PM10 i PM2.5 w powietrzu. Przekonaj się, czy wyjście na zewnątrz w poniedziałek jest zdrowe. Dzięki podawanym przez nas informacjom, sprawdzisz również stan powietrza w Jeleniej Górze w poprzednich dniach. Zawroty głowy to częsty objaw zbyt długiego wdychania zanieczyszczonego
Smog 27.11.2023 w Jeleniej Górze. Aktualny stan zanieczyszczenia powietrza PM10 i PM2.5. Upewnij się, czy w w poniedziałek przebywanie na zewnątrz jest bezpieczne dla zdrowia. Dzięki podawanym przez nas informacjom, sprawdzisz również stan powietrza w Jeleniej Górze w poprzednich dniach
Czy jutro (19.11) będzie padać śnieg w Górze? Jedni uwielbiają jeździć na sankach, innym ręce opadają na myśl o odśnieżaniu podwórka. W najgorszej sytuacji są kierowcy, którzy muszą zmagać się z błotem pośniegowym.
. – Rano zrobiłem dwa kursy „szubienicą” – śmieje się Rafał Łozowski. – „Szubienicą” nazywamy samochody, które wożą duże kontenery z odpadami. Później zaczął mocno padać śnieg, więc odśnieżałem unimogiem Jagniątków. No i teraz znowu tam jedziemy…Śnieg sypie od kilku godzin. Pierwszy atak zimy. Wczoraj ( na ulice Jeleniej Góry wyjechało z MPGK siedem z dziesięciu samochodów do utrzymania dróg. Rafał Łozowski kieruje właśnie jednym z Ma napęd na przód i na tył - tłumaczy. - Unimog nie jest wielki, więc idealnie nadaje się na górskie uliczki. Nie tylko zresztą na górskie, także do odśnieżania i sypania solą w śródmieściu, gdzie jest wąsko i nie zmieści się liaz czy Jagniątkowa zajmuje Rafałowi równo dwie godziny. Przejeżdżamy w tym czasie 37 kilometrów, zużywając 16 litrów Niektórzy myślą, że samorząd zapłaci nam za każdy przejechany kilometr, a tak nie jest - wyjaśnia Ryszard Fendryk, dyspozytor w MPGK. - Nasze samochody posiadają zamontowane systemy GPS wraz z czujnikami reagującymi na najważniejsze czynności kierowcy. Mamy dzięki temu zapisane wszystko: w którym miejscu miasta znajduje się samochód i co dokładnie robi. Samorząd płaci nam jedynie za płużenie, sypanie oraz płużenie z sypaniem. Za dojazd piątek auta MPGK przejechały około 800 km, lecz firma pieniądze dostanie tylko za ich część - za tyle, ile zostało posypanych solą i Za dojazd do Jagniątkowa nie dostaniemy nic - mówi Rafał Łozowski. - Dopiero teraz, gdy zaczynam ulice posypywać jest to płatne. Trasa do Jagniątkowa należy do najtrudniejszych. Znajduje się na niej wiele stromych podjazdów, których pokonanie nie jest łatwe nawet dla unimoga. Uliczki są wąskie, trudne do zawracania. Niekiedy trzeba wjechać do lasu, innym razem niemal do… szopki jednego z mieszkańców. Mijani jeleniogórzanie pozdrawiają nas i uśmiechają To miłe - śmieje się także Rafał Łozowski. - Nie zawsze jednak tak jest. Rok temu minął mnie samochód, ale potem zawrócił, wyprzedził i zajechał mi drogę. Jego kierowca był zdenerwowany. Groził mi, że będę płacił za zniszczenie karoserii jego auta przez sól, którą sypałem… Ludziom trudno czasami A dzisiaj na przykład na wąskiej uliczce w Cieplicach ktoś postawił auto tak, że nasz wóz nie mógł przejechać - opowiada Ryszard Fendryk. - Właściciela auta nie dało się szybko znaleźć i nasz kierowca musiał prawie trzy kilometry cofać…Kierowcy opowiadają, że ciężko odśnieża się zwłaszcza wąskie uliczki starego miasta i boczne uliczki Zabobrza. Wystarczy jeden źle zaparkowany samochód i po odśnieżaniu. Trasy w śródmieściu liczą średnio około 15 - 20 km, najdalej jest do Maciejowej i z powrotem. Kierowca przejeżdża wówczas w jednym kursie około 60 biorących udział w odśnieżaniu Jeleniej Góry jest w sumie 30. Pracują po 12 godzin. W siedzibie firmy przy ul. Wolności mają pokój, w którym nocami dyżurują. Gdy aura sprzyja, mogą się nawet przespać. - Lubię swoja pracę - uśmiecha się Rafał Łozowski. - Biorę kanapki, termos; w samochodzie włączam „Muzyczne Radio” i jazda! Minionej zimy kilka razy o mało nie wylądował unimogiem w rowie. Wspomina, że co najmniej dwa razy zrobiło mu się naprawdę gorąco. Raz, zjeżdżając z góry, miał poważne problemy z hamulcami. Kiedy już był pewny, że rozbije się, hamulce zadziałały. - Nasi kierowcy od czasu do czasu padają też ofiarami brawury innych kierowców - mówi Ryszard Fendryk. - Najgorsi są ci, którzy nie wymieniają opon na zimowe oraz ci, którym wydaje się, że jeżdżą jak Kubica…
Monika Witkowska jako druga Polka w historii zdobyła K2! Kim jest? W piątek Monika Witkowska stanęła na szycie K2 w Karakorum (8611 m) - poinformowano na jej fanpage'u na Facebooku. Została tym samym drugą po Wandzie Rutkiewicz Polką, która dokonała tej sztuki. "MONIKA ZDOBYŁA K2!!!!! Rano o weszła na szczyt, jako druga Polka w historii po Wandzie Rutkiewicz! 36 lat góra czekała na drugą Polkę, Monika trzeci rok próbowała wyjechać, by to zrealizować. Za pierwszym razem pandemia zablokowała, rok temu tak samo i wycofała się jej agencja, przez co tydzień przed wyprawą musiała zmienić górę na Broad Peak. Teraz Monika czuła, że się uda" - napisano. K2 uchodzi za najtrudniejszy technicznie ośmiotysięcznik. Rutkiewicz stanęła na jego szczycie jako pierwsza osoba z Polski 23 czerwca 1986 roku. "Ostatni etap wspinaczki był bardzo ciężki ze względu na pionowe ściany okute lodem, w tym legendarne, wąziutkie przejście zwane +szyjką butelki+, a nad nim olbrzymi serak. Strome wejście powyżej 8200 metrów plus sypki, głęboki śnieg było prawdopodobnie najtrudniejszą wspinaczką dla Moniki w jej karierze. Wchodząc na K2 Monika napisała również, że się poryczała ze szczęścia. Spełniła swoje największe górskie marzenie. Teraz wraca do obozu 3. Miejmy nadzieję, że spokojnie i bez przeszkód!" - dodano. Monika Witkowska. Kim jest? Monika Witkowska urodziła się w 1966 r. w Warszawie. Podróżniczka, himalaistka, żeglarka, pisarka, dziennikarka i przewodniczka wypraw trekkingowych. Należy do składu Kapituły Konkursu Kolosy. Odwiedziła blisko 180 krajów, a swoje wyprawy wypełniała aktywnością fizyczną: nurkowaniem, jazdą na nartach, paralotniarstwem i innymi. Z wielu jej wypraw powstały reportaże i książki. Witkowska na ośmiotysięczniki wspina się od blisko dziesięciu lat. Na szczycie Mount Everest (8848 m) stanęła w 2013 roku. W kolejnych latach zdobyła jeszcze Manaslu (8156) i Lhotse (8516).
Pierwszego dnia wiosny Jelenia Góra symbolicznie „stanęła” na najwyższym szczycie Afryki północnej. Jebel Toubkal o wysokości 4167 metrów jest także najwyższym szczytem Maroka oraz Atlasu. Położony około 80 km na południe od Marrakeszu wznosi się w dolinie Mizan wchodzącej w skład Toubkal National do wejścia na ten szczyt przybywają tutaj w zasadzie przez cały rok. Największy tłok na szczycie to okres letni, kiedy nie ma tu już dużych ilości śniegu. Dlatego powszechnie utarło się przekonanie, że droga na szczyt nie jest zbyt trudna i nie wymaga specjalnych umiejętności technicznych. Nic bardziej błędnego. Właśnie takie przekonanie doprowadziło do wielu tragedii i niepowodzeń. W Atlasie Wysokim dominuje klimat podzwrotnikowy suchy. Nastromienie zboczy może nie jest zbyt eksponujące, jednak w okresie letnim sporym utrudnieniem jest zalęgający rumosz skalny wymagający od idących zachowania dużej uwagi. Wszystko jednak zmienia się w okresie zimowym kiedy zalega tutaj śnieg. Często, tak jak i tym razem, występujące duże opady śniegu potrafią w ciągu zaledwie kilku godzin zniweczyć nasze plany. Zalegający śnieg zupełnie zmienia warunki podejścia na szczyt. Stromość zboczy staje się zbyt duża by można było ją lekceważyć, często wydeptana w zlodowaciałym śniegu ścieżka jest tak wąska, że nie ma mowy o postawieniu na niej obu stóp jednocześnie. Co prawda, przynajmniej na pierwszym odcinku podejścia nie ma niebezpieczeństwa spadnięcia do przepaści, w razie ześlizgnięcia zsuniemy się do 200 metrów w dół do doliny, którą idziemy. Niebezpieczeństwem są tutaj występujące duże głazy na które możemy wpaść pędząc po zlodowaciałym śniegu. Wszystko zmienia się w górnej części podejścia, przed samym szczytem i bezpośrednio na nim. Tam każde potkniecie grozi wpadnięciem do widocznych przepaści. Na tym odcinku nie ma już żartów. Musimy wytężyć naszą uwagę. Aby uzmysłowić wszystkim mającym zamiar wyruszenia na ten niesamowity szczyt wspomnę słowa zamieszczone przez Hamisha Browna w jego książce pt. „Jak zdobyć najpiękniejsze góry świata”: „… Ostrzeżenie! Ponieważ wiele przewodników książkowych opisuje Toubkal jako łatwe przedsięwzięcie wspinaczkowe, występuje tendencja do lekceważenia góry. Szczyt próbują atakować zespoły źle wyekwipowane, w złych warunkach pogodowych, bez przygotowania i dobrej aklimatyzacji. Upał, brak wody, wysokość czy zmiana warunków pogodowych mogą zmóc nawet ludzi przygotowanych. Toubkal powinien być traktowany z respektem, porównywalnym z alpejskimi szczytami… Lekceważenie szczytu oraz beztroskie podejście do wyprawy nań w efekcie mogą doprowadzić do przykrych konsekwencji”. Po moim wejściu na szczyt muszę w całości zgodzić się z przytoczonymi powyżej słowami. Nasza grupa, mimo iż na szczyt dotarła pierwszego dnia wiosny to w zasadzie wyprawę musiała odbyć jako zimową. Tym razem droga na szczyt nie byłaby możliwa do przejścia bez użycia raków. Zlodowaciały śnieg nie pozostawiał wyboru. Także wysokość, a co za tym idzie, spłycony oddech, miał wpływ na tempo marszu i jego szybkość. Również ujemna temperatura i wiejący przy szczycie silny wiatr nie były sprzymierzeńcami w drodze na tutaj, że wykorzystywanie turystyczne szczytu to ledwie jedno stulecie. Pierwsze wejście miało miejsce w 1923 roku, pierwszy Polak zdobył szczyt w 1934 chodzi o naszą grupę, to liczyła ona 11 osób. Ponieważ wybrałem opcję wyprawy zorganizowanej mieliśmy polskojęzycznego opiekuna oraz przewodnika miejscowego, który był na Jebelu już ponad 300 razy. Wyprawę rozpoczęliśmy, tak jak wszyscy od przybycia do miejscowości Imlil, w której rozpoczęła się nasza aklimatyzacja. By przygotować nasz organizm do przebywania na coraz wyższej wysokości wyruszyliśmy na spacer zapoczątkowany na wysokości 1700 metrów Krętymi ścieżkami, pokonując setki schodów ułożonych z kamieni, podziwiając górskie krajobrazy wspięliśmy się 250 metrów wyżej docierając do pierwszego schroniska. To tutaj mieliśmy rozpocząć właściwą aklimatyzację. Na razie wszystko przebiegało zgodnie z założeniami. Nie doświadczyliśmy specjalnych problemów kondycyjnych ani zdrowotnych. Wszak większość z nas była już na wyższych wysokościach. Gospodarze dbali o nas wyjątkowo dobrze. Dostaliśmy bardzo obfitą i urozmaiconą kolację. Mogliśmy zobaczyć jak przygotowuje się tradycyjną herbatę. Dopiero w nocy okazało się, że jedynym źródłem ogrzewania tego obiektu jest kominek umieszczony na świetlicy. Gdy ogień zgasł powoli robiło się coraz chłodniej. Grube koce pozwoliły jakoś dotrwać do rana. Dzięki temu, że większość istniejących tu obiektów to budynki wielopiętrowe posadowione na zboczach poszczególnych wzniesień mają one mnóstwo schodów i zakamarków. Najlepszym jednak jest fakt, że wszystkie bez wyjątku, posiadają płaskie dachy wykorzystywane jako tarasy widokowe. I właśnie z tarasu schroniska po raz pierwszy zobaczyliśmy nasz szczyt. Lśnił bielą zalęgającego na nim śniegu. Niestety z tej perspektywy, mimo iż najwyższy, wydawał się być najniższym z oglądanych wierzchołków. Nie mniej to właśnie on jest celem naszej dnia, po obfitym śniadaniu, wyruszamy na przejście aklimatyzacyjne. Jakież jest nasze zdziwienie gdy przed nami idzie kilka mułów. Okazuje się, że podążają one na górskie pastwiska, dokładnie drogą którą mamy iść także my. W zasadzie nie było żadnych niespodzianek. Każde przejście aklimatyzacyjne polega na pokonaniu kilku kilometrów i zaliczeniu jak największej ilości dolin i wzniesień. Jedyną różnicą tym razem była wizyta w jednym z domów gdzie mieszkańcy poczęstowali nas herbatą i pokazali jak na co dzień wygląda życie w tych trudnych górskich warunkach. Oczywiście przez cały spacer towarzyszyły nam niezwykłe dnia ruszamy w stronę szczytu. Oczywiście idziemy „na lekko”, nasze główne bagaże niosą muły. Nigdzie się nie spieszymy, pokonujemy kolejne zakątki doliny prowadzącej pod szczyt. Mijamy jedną z bardziej znanych w Maroko świątyń, w której składane są ofiary w intencji ozdrowienia osób dotkniętych chorobami psychicznymi. Wykorzystujemy nieliczne miejsca, w których można napić się świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy i po obiedzie podanym na łonie natury docieramy do granicy zalegania śniegu. Jesteśmy na wysokości około 3 tysięcy metrów. Zatem pokonaliśmy ponad kilometr przewyższenia. Dobrym znakiem wydaje się pojawienie na niebie zjawiska atmosferycznego zwanego „Halo”. Niebawem z za kolejnego załamania doliny wyłania się nasza baza. Jest to schronisko „Pod Muflonem”. Tak naprawdę znajdują się tutaj cztery kamienne obiekty oraz pole namiotowe. W lecie panuje tu duży ruch. Teraz, po niedawnych opadach śniegu nie ma zbyt wielu grup. Ci, którzy skorzystali z miejscowej wypożyczalni przymierzyli i przetestowali raki. Pozostali nie musieli tego czynić chociaż z zaciekawieniem przyglądali się jak trzymają się one podłoża. Przed nami ostatnia noc, choć tak naprawdę pobudkę wyznaczono na 4 rano. Warunki spartańskie, w kranie zimna woda, brak ogrzewania, śpimy w przyniesionych śpiworach, całkowicie ubrani, wykorzystując użyczone grube koce. Rano, po lekkim śniadaniu, ruszamy w góry. Oczywiście wszyscy zakładają raki bez których, jak szybko się okazało, nie dalibyśmy rady nie tylko wejść na szczyt ale w ogóle daleko kolejne zbocza idąc niezliczonymi serpentynami. Niestety krótkie postoje szybko powodują wychłodzenie organizmu. Staramy się ograniczać je do minimum. Temperatura spadła do kilkunastu stopni, oczywiście w minusie. Wiatr też nie pomaga. Mimo założenia bielizny termo aktywnej, dwóch bluz i kurtki puchowej, gdy tylko przestajemy się piąć pod górę przenika nas niesamowity chłód. Zmienia się to dopiero gdy wstaje słonko. Od tej pory robi się cieplej. Jego promienie i złote światło padające na sąsiednie szczyty wyzwalają w nas świeżą energię. Jednym słowem zyskaliśmy nowe siły. Oczywiście nasz przewodnik zaraz zwraca nam uwagę byśmy zachowali ostrożność bo takie rozprężenie nie jest dobre dla poprawy naszego bezpieczeństwa. W końcu docieramy do ostatniego wypłaszczenia, miejsca w którym ustawiono znak ostrzegający przed „latającymi turystami”. Dalsza droga to już nie przelewki. Musimy obejść główny szczyt uważając na przepaści, na zalęgające kamienie przykryte zlodowaciałym śniegiem, na bardzo wąską ścieżkę, no i na schodzących z góry turystów, z którymi w tych trudnych warunkach musimy się jakoś minąć. A trzeba brać pod uwagę to, że my widząc już cel naszej wędrówki zaczynamy być mniej uważnymi a schodzący z góry są zbyt rozluźnieni i podekscytowani tym, że już byli na szczycie. Muszę przyznać, że ten ostatni etap podejścia przypomina mi troszeczkę końcówkę podejścia na Rysy od strony końcu jesteśmy na szczycie. To 4167 metrów nad poziomem morza. Stoimy przy charakterystycznej konstrukcji wystawionej na samym wierzchołku Jebela. Dopiero teraz widzimy jak wysoko dotarliśmy. Wokół widzimy jeszcze kilka szczytów mających ponad 4 tysiące metrów. Są one jednak nieco niższe. Wszędzie jak okiem sięgnąć widać albo białe wierzchołki sąsiednich szczytów albo głębokie doliny wypełnione białymi gęstymi chmurami udającymi falujące morze. Coś niesamowitego. Czekamy chwilę by na szczyt dotarli ostatni uczestnicy naszej ekipy. Nie ma co ukrywać, nasza grupa trochę się rozciągnęła, w końcu warunki terenowe, śnieg, wysokość, zrobiły pamiątkowe zdjęcia i ruszamy na dół. Tak jak zapowiadano pogoda zaczyna się psuć. Pojawiają się pierwsze płatki spadającego z nieba śniegu, wzmaga się wiatr. Oczywiście na dół idzie się nieco szybciej. Wejście na górę zajęło nam 4 godziny, zejście tylko 3. Jednak ostatnie metry, gdy już widzieliśmy nasze schronisko, wcale nie należały do łatwych. Wszystkim dały się już we znaki trudy nocnej wspinaczki i sporego tempa zejścia na dół. Nogi powoli odmawiały posłuszeństwa. Trzeba było wzmóc czujność by nie doszło do jakiegoś że po trudzie jaki był naszym udziałem tego dnia wszystkim smakował obiad przygotowany przez naszego kucharza. Do tego gorąca herbata. Od razu uprzedzam dociekliwych – nie było żadnego alkoholu, nawet piwa. Po pierwsze to są góry, po drugie, w Maroku poza nielicznymi marketami nigdzie nie kupi się takich napojów. Nam wystarczyło kilka szklanek miejscowej herbaty, do której dodaje się stosowne przyprawy. Ponieważ na szczyt weszliśmy wszyscy, nie było potrzeby spędzania na tej wysokości kolejnej nocy, by zwyczajowo dać jutro drugą szansę na stanięcie na szczycie. Dlatego zaraz po posiłku ruszyliśmy w dalszą drogę do schroniska znajdującego się poniżej 2 tysięcy metrów. Oczywiście zbędne rzeczy ponownie „nadaliśmy na bagaż” czyli przekazaliśmy opiekunom mułów, które zniosły je nam do naszej bazy. Gdy wreszcie dotarliśmy do Imlil okazało się, że tego dnia pokonaliśmy ponad 20 km i ponad 3 tysiące różnicy wzniesień. Świętowanie wyglądało różnie. Część ekipy skorzystała z miejscowej łaźni by doprowadzić się do porządku i rozgrzać zmarznięte ciało, część po prostu położyła się spać. Wszyscy jednak spotkaliśmy się na wspólnej kolacji, podczas której mogliśmy podzielić się swoimi całkowicie nas zaskoczył. Okazało się, że śnieg zasypał nie tylko szczyty ale także doline poniżej naszego schroniska. Wygląda na to, że mieliśmy szczęście, iż weszliśmy na szczyt wczoraj. Dzisiaj już nie dalibyśmy rady. Aby ochłonąć po trudach górskiej wyprawy, następnego dnia wybraliśmy się na wodospady Ouzoud. To tam można się wykąpać pod spadającymi ze 110 metrów strugami wody. Oczywiście nie dosłownie, to zbyt niebezpieczne. Niestety tym razem pogoda spłatała nam figla, zrobiło się tak zimno, że zamiast kąpieli założyliśmy puchowe kurtki. Chociaż znaleźli się śmiałkowie chcący dopełnić tak oto nasza wyprawa dobiegła końca. Cała grupa licząca 11 osób stanęła na szczycie najwyższej góry Afryki północnej. Każdy chciał jakoś zaznaczyć swój pobyt na nim w sposób wyjątkowy. Ja, ze swej strony, ubrałem przywiezioną z sobą koszulkę z logo mojego miasta Jeleniej Góry. W ten sposób stanąłem na Jebel Toubkal, na wysokości 4167 metrów wraz z cząstką mojej Małej Ojczyzny.
Po odwołaniu egzaminów w kilku ośrodkach w kraju przez trudne warunki na drogach, w jeleniogórskim WORD–zie grzeją się telefony od pytań, czy na pewno egzamin odbędzie się w ustalonym terminie. Wielu kandydatów chce zdawać po odwilży, bo boi się poślizgów czy zakopania się na bocznych ulicach. Są jednak i tacy, który warunki zimowe określają jako ... Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Jeleniej Górze zimowe problemy na placach były tylko w dniach, kiedy śnieg sypał bez przerwy. Kiedy tylko przestało padać, egzaminy odbywają się normalnie. Dziennie na prawo jazdy zdaje ponad setka kandydatów na kierowców. Osoby które mają problemy z dojazdem na egzamin i zgłoszą to wcześniej do WORD – u, bez problemu przełożą godzinę czy dzień egzaminowania. – W pierwszym dniu kiedy były obfite opady śniegu, kilka osób zrezygnowało z egzaminu. Miały takie prawo. Wszyscy, którzy przystąpili do egzaminów w ruchu drogowym byli natomiast przez egzaminatorów uprzedzeni, że z uwagi na te ciężkie warunki mają jeździć po drogach powoli i ostrożnie. Osobiście wolałbym zdawać w takich warunkach, bo nie widać linii ciągłych, nie można szybko jechać. W normalnych warunkach wymagamy dynamiki i przestrzegania wszystkich znaków poziomych, bo są one widoczne. Jeśli w centrum miasta duża część znaków jest niewidoczna, więc jako egzaminator nie mogę wymagać, aby każdy został zauważony – mówi Paweł Broniszewski, egzaminator nadzorujący w WORD Jelenia Góra. W 90 procentach przyczyną porażki jest pośpiech. Na egzaminie nie warto się co na to egzaminowani? Pan Paweł zdaje już szósty raz. Mimo trudnych warunków na jezdniach ma nadzieję, że tym razem mu się uda. - Nie widać ciągłych linii, na które w poprzednich egzaminach najeżdżałem notorycznie – mówi. Jego kolega Dariusz, również zdaje szósty raz. U niego jednak główną przyczyną oblewania egzaminu była nadmierna prędkość. - W takich warunkach prędkości przekroczyć się nie da – mówi. Mam więc szansę, że w końcu zdam na prawo jazdy. Innego zdania jest natomiast pani Anna, która przełożyła termin swojego egzaminu. Nie wierzy w zapewnienia egzaminatora, że przy takiej aurze łatwiej zdać egzamin. – Jestem początkującym kierowcą i mam problem z jeżdżeniem po odsłoniętej czarnej nawierzchni, a co dopiero po takim śniegu i lodzie, jakie są teraz na ulicy – mówi. Wolę poczekać na lepsze warunki. Do tego czasu jeszcze sobie poćwiczę.
Takiej pogody w drugi dzień Świąt Wielkanocnych dawno nie było. W regionie od samego rana sypie mokry śnieg z deszczem i jest zimno. Odstrasza to miłośników obfitego dyngusa. W mieście jest spokojnie. Nad wszystkim czuwa policja i straż hord rozwydrzonych wyrostków z wiadrami mamy zimę wiosną. W taką pogodę nawet najbardziej zagorzałym zwolennikom lania wody na ludzi nie chce się wyjść z domu. Aurze dziękują jeleniogórzanie i turyści, którzy bez obaw o szczeniackie wybryki mogą przejść przez nie odnotowała żadnych incydentów związanych ze śmigusem dyngusem. Śródmieście, Zabobrze i pozostałe części miasta, zwłaszcza w pobliżu świątyń, są wyjątkowo często patrolowane zarówno przez zmotoryzowanych policjantów jak i piesze patrole łączone policji i straży jest także na drogach. Ludzie nie wyjeżdżają z domu z obawy przed zimnem. Zwiększony ruch może zacząć się po południu, kiedy to wielkanocni goście spoza miasta rozpoczną powroty do poniedziałkowe przedpołudnie zauważyliśmy ślady, jakie pozostawili po sobie nocni wandale: przewrócone doniczki na placu Ratuszowym i uszkodzone szyby przy ulicy Długiej. Oby na tym skończyły się wybryki chuliganów.
jelenia góra czy jest śnieg