Krok 2: Interwencja w domu lub wizyta u specjalisty. Kolejnym krokiem jest odbycie wizyty u specjalisty, zajmującej się uzależnieniami. W ten sposób można ustalić z jakim konkretnie problemem ma się do czynienia w konkretnym przypadku danej osoby. Należy pamiętać o dobrowolności takich spotkań – alkoholik może, ale nie musi 2021/09/30 06:41 #18. odpowiedział (a) w temacie Śmierć alkoholika. Powiem Ci, co zrobiłam, gdy w kwietniu ubiegłego roku zmarł mój partner. Napisałam do niego list, w którym podziękowałam za wszystko, co było między nami dobre i piękne, przeprosiłam za wyrządzone mu przykrości i krzywdy, wybaczyłam przykrości i krzywdy Ilona Felicjańska (41 l.) była niemal na dnie. Po pijanemu staranowała kilka aut w Warszawie. Rozwiodła się, straciła synów. Choć w towarzystwie została uznana Usterka miała zostać naprawiona po około pół doby, od kiedy się pojawiła. Ciekawe ilu "mistrzów" zapije się na śmierć próbując przełamać barierę 1,5 promila :D. Boimy się ciebie. Idziesz na odwyk albo wyprowadzasz się stąd - powiedziała mu. Czy w nowych odcinkach "Na Wspólnej" Robert zapije się na śmierć? Przeczytaj: Na Wspólnej po wakacjach 2020 For Her. Mój brat był alkoholikiem. Jego śmierć nauczyła mnie jak pokonać gniew. Po raz ostatni widziałam Jima dwa tygodnie przed jego śmiercią. Był pijany. Jego życie i śmierć skłoniły mnie, bym na nowo przyjrzała się sobie i swojej wierze. Wiadomość o śmierci mojego 38-letniego brata nie była żadną niespodzianką. . Po raz ostatni widziałam Jima dwa tygodnie przed jego śmiercią. Był pijany. Jego życie i śmierć skłoniły mnie, bym na nowo przyjrzała się sobie i swojej o śmierci mojego 38-letniego brata nie była żadną niespodzianką. Jim był alkoholikiem od 20 lat. W czasie jego choroby nasza rodzina wiele przeszła. Były kłótnie i ostre dyskusje, jak mu pomóc. Było też mnóstwo pobytów w szpitalu i ciągła obawa, że dzwoniący telefon przyniesie najgorszą nowinę. Mój brat był wspaniałym człowiekiem: życzliwym, dowcipnym i bardzo mądrym. Ale nie umiał sobie poradzić z alkoholem. Jego życie i śmierć skłoniły mnie, bym na nowo przyjrzała się sobie i swojej strataStratę Jima zaczęłam opłakiwać dawno temu. Od jego śmierci minęło zaledwie kilka miesięcy, ale dla mnie umarł o wiele wcześniej. Przez swój alkoholizm w ostatnich latach życia nie był sobą. Nie zachowywał się jak Jim, którego kochałam w dzieciństwie. Pogodzenie się z tym, że tamtego Jima już nie ma, jest bardzo trudne. Był przecież najlepszym starszym bratem. Nie było rzeczy, której nie potrafił także:Alkoholizm – choroba iluzji. „Tylko takie życie ma sens”Kiedy odszedł, zaczęłam zastanawiać się, co dalej. Czy umiem być tak życzliwa, dowcipna i mądra, jak Jim, by spróbować zapełnić lukę po nim w domu rodzinnym? Czy umiem być dobrą matką i wychowywać dzieci tak, by wujek był z nich dumny? Jak mam pokonać żal i cieszyć się z chwil, które spędziliśmy razem? Zastanawiam się też, jak być lepszą córką, mimo że mieszkam 4 godziny drogi od rodziców. Dziwię się, gdy wielu ludzi pyta, jak oni sobie radzą, a nie interesuje ich już, jak ja sobie radzę. Jasne, bycie wspierającą córką jest bardzo ważne, ale przecież ja – siostra też nie przepracowałam w sobie jeszcze swojego wszystkie myśli doprowadziły mnie do postawienia pytania, jaki plan wobec mnie i mojej rodziny ma Bóg. A jaki plan miał wobec Jima? Kilka dni po jego śmierci proboszcz powiedział moim rodzicom słowa, które poruszyły mnie do głębi. Stwierdził, że prawdopodobnie teraz, po śmierci Jima, kochamy go o wiele bardziej, niż kochaliśmy go za życia. To ból i wyrządzona przez niego krzywda rozpłynęły się nagle, gdy zmarł. Każdy z nas rozpaczliwie przypominał sobie wszystkie szczęśliwe chwile – gdy Jim był zabawny i zakręcony. Gdy był po prostu mogłam zrobić?Ksiądz dał nam do zrozumienia, że Boży plan wobec Jima mógł się także wypełniać w jego życiu, chorobie i problemach. Jim zmusił swoją rodzinę i przyjaciół, by nauczyli się kochać w głęboki, trudny, zdeterminowany sposób. Musieliśmy wkopywać się głęboko w nasze serca, by wybaczać mu jego czyny i słowa. A czy Bóg nie robi tego samego w stosunku do nas? Bez wątpienia! On przecież bez trudu przebacza nam wszystko w swojej głębokiej miłości do raz widziałam Jima dwa tygodnie przed śmiercią. Był pijany. Przyjechał z rodzicami, by poznać swoją nowo narodzoną siostrzenicę, Madeleine. Był bardzo podekscytowany tym spotkaniem. Już kilka tygodni wcześniej pisał o tym w postach na Facebooku. Krótko po tym, jak wszedł do mojego domu, zdałam sobie sprawę, że wcześniej pił. Byłam na niego taka zła! Dlaczego nie potrafił być trzeźwy nawet przez jeden dzień, który zamierzał spędzić z Madeleine i jej dwiema siostrami? W końcu był u nas tylko pół godziny, potem rodzice zabrali go do hotelu. To był ostatni raz, gdy moje córki widziały swojego dowiedzieć się, w jaki sposób mogę pomóc tym, którzy rozpaczliwie potrzebują miłości, a nie otrzymują jej tak często jak by chcieli – narkomanom, bezdomnym, tym, którzy żyją na marginesie dni później rozmawiałam z nim przez telefon. Wylewnie mnie przepraszał i wierzę, że wiedział, co mówi. Miał świadomość, jak bardzo dzieci były rozczarowane tym spotkaniem i jak bardzo mnie zawiódł. Obiecał, że poszuka możliwości leczenia. Planował kolejną wizytę u lekarza, który miał mu pomóc w walce z uzależnieniem. Jego ciało miało jednak inne plany – cierpiało już od wielu lat i nie mogło dłużej poradzić sobie z nadmiarem alkoholu. Jak można gniewać się na kogoś, kto był tak ciężko chory? Jim przecież nie chciał zepsuć tej wizyty. On po prostu nie umiał sobie także:Alkoholizm to nie tylko urwany film… Sprawdź, czy ten problem może dotyczyć ciebieBoży plan?Jaki jest Boży plan wobec mnie? Iść dalej drogą miłości i spróbować porzucić gniew z przeszłości. Cierpienie w ciągu ostatnich lat dobrze wytrenowało moje serce. Muszę dalej orać głębiny zarówno serca, jak i duszy, by umieć wyciągać rękę do innych. Być może powinnam dowiedzieć się, w jaki sposób mogę pomóc tym, którzy rozpaczliwie potrzebują miłości, a nie otrzymują jej tak często jak by chcieli? Narkomanom, bezdomnym, tym, którzy żyją na marginesie płakał z Marią i Martą po śmierci Łazarza. Okazywał siostrom w żałobie swoje współczucie. Zamierzał wskrzesić Łazarza do nowego życia, ale rozumiał też dobrze smutek sióstr. Żalu nie da się uniknąć. Nawet jeśli wierzymy, że nasi zmarli bliscy rozpoczną w niebie nowe życie. Tu, na Ziemi, każdy z nas musi przejść przez to za moim bratem. Zawsze będę. Ale jestem też wdzięczna, że Jim nie musi już cierpieć, że nie czuje bólu i smutku. Modlę się, by teraz odnalazł ten pokój, którego nie znalazł za także:Ben Affleck przyznaje się do alkoholizmu i dziękuje bliskim za wsparcieNiezbędnik. Gdzie szukać pomocy1. Jeśli masz problem z alkoholem, pomyśl, czy nie warto poszukać wsparcia w grupie Anonimowych Alkoholików. 2. Aby dowiedzieć się, jak uzależnienie wpływa na rodzinę alkoholika, kliknij tutaj. 3. Al-Anon oferuje wsparcie dla osób współuzależnionych. Odwiedź ich stronę internetową. 4. Warto zapoznać się także z działalnością Apostolstwa Trzeźwości. 5. Jeżeli zmagasz się z żałobą po stracie bliskiej osoby, zajrzyj na tę stronę. 6. Jeżeli szukasz pomocy psychologa lub psychoterapeuty, zajrzyj tutaj, tutaj, tutaj lub tutaj. 7. Jeżeli jesteś rodzicem, który stracił dziecko, pomoże ci ta wspólnota. coca-cola pisze: następuje (nie wiem jak to się fachowo nazywa, zapomniałam) taki wylew wewnętrzny, dana osoba pluje i rzyga wręcz krwiom, krew ta jest ciemnego koloru ponieważ pochodzi z wątroby. To nie tak. Alkoholizm prowadzi do powstania żylaków przełyku (co jest skutkiem nadmiernego obciążenia wątroby), które w pewnym momencie pękają. Chory może umrzeć albo z wykrwawienia, albo z udławienia się własną krwią. Sama byłam chyba świadkiem czegoś takiego. Wiesz, nie wiem czy to dobry sposób, ale może idź do psychiatry, powiedz w czym problem (albo pościemniaj, że sam masz problem) i dostaniesz lek - tianeptynę (Cloaxil, antydepresant), stosowany do leczenia alkoholizmu (można jednak przy nim pić alkohol) i podawaj go tej osobie jako witaminy, czy w posiłkach przemycaj. LSD jest podobno najskuteczniejsze w leczeniu alkoholizmu, ale nie wiem jak mogłaby przebiegać po tym terapia ;) Nie raz się nad tym zastanawiałam i jedynym wyjściem jest podać niewielką (bardzo niewielką, ale działającą na psychikę) dawkę LSD i albo samodzielnie przeprowadzić terapię, albo (najlepiej) w momencie działania naszego "leku" nakłonić tę osobę, by wybrała się do psychoterapeuty. Wiem, że ta rada brzmi komicznie, ale przecież wiadomo, że po psychodelikach nasza psychika jest najbardziej podatna na kształtowanie i indoktrynację. Wypróbowane. Ostatnio zmieniony 22 grudnia 2008 przez gynoid, łącznie zmieniany 1 raz. "czasem lepiej odejść od zmysłów, by nie zwariować" Pytania i mity na temat uzależnienia 1. Czy częstotliwość picia jest dowodem na uzależnienie? Tak i nie. Codzienne picie kieliszka wina do obiadu nie jest uzależnieniem. Ale częste picie większej ilości alkoholu jest dość poważnym sygnałem uzależnienia. Częste upijanie się jest pewnym objawem choroby. Pamiętajmy: każdy alkoholik może przerwać picie na jakiś czas. Trudno mu jednak wytrzymać bez picia, toteż wcześniej czy później sięgnie po alkohol. A wówczas nieuchronnie, prędzej czy później, chociaż nie zawsze od razu – znów się upije. Alkoholicy często mają przerwy w piciu, niekiedy nawet dość długie. Są one potrzebne alkoholikowi, gdyż organizm zatruty alkoholem po prostu nie wytrzymuje bardzo długiego okresu ciągłego picia. Przerwy te nie świadczą jednak o tym, że ktoś nie jest alkoholikiem. Jeśli kończą się one powrotem do picia i ponownym upijaniem się, stanowią stuprocentowy objaw alkoholizmu. 2. Czy można pić w sposób kontrolowany i czy to oznacza, że nie ma uzależnienia? Można. Większość ludzi używających alkoholu pije właśnie w sposób kontrolowany i nie popada w uzależnienie. Od alkoholu uzależnia się 10-15% jego użytkowników. Istotą uzależnienia jest utrata kontroli nad alkoholem. Alkoholizm nazywa się niekiedy nawet „chorobą kontroli”. Utrata kontroli przybiera dwie formy. Po pierwsze, człowiek uzależniony sięga po alkohol pomimo tego, że obiecał sobie i innym, że tego nie zrobi. Np. ktoś miał ważne spotkanie albo egzamin, wiedział więc, że powinien być trzeźwy, ale mimo to wypił, bo np. spotkał koleżkę i razem wstąpili do baru. Po drugie, uzależniony traci kontrolę nad ilością wypijanego alkoholu, gdy tylko zacznie pić. Ktoś np. umówił się, że pójdzie wieczorem z żoną do teściów i postanowił być trzeźwy. Po południu wstąpił jednak na jedno piwo, „bo przecież jedno nie zaszkodzi”. Ale po wypiciu tego piwa poczuł nieodpartą chęć dalszego picia, wypił drugie, trzecie i w końcu się upił. Kiedy indziej poszedł na przyjęcie, obiecując sobie i żonie, że tym razem się nie upije. Postanowił wypić tylko jeden kieliszek, ale gdy go wypił, nie mógł się powstrzymać przed dalszymi i znów się upił. Alkoholik dramatycznie walczy o przywrócenie kontroli, a także o to, by dowieść innym i sobie samemu, że jej nie utracił. W tym celu czasem rzuca picie na dłuższy czas. Np. w sierpniu wielu ludzi ślubuje niepicie alkoholu. We wrześniu podejmują picie w najlepsze, uznając, że skoro wytrzymali cały miesiąc, nie mają problemu. W istocie niemal każdy alkoholik może przez długi czas w ogóle nie pić. Nie może jednak przez długi czas pić ograniczonych dawek alkoholu. Toteż prawdziwy test na alkoholizm nie polega na tym, by w ogóle nie pić, ale by przez miesiąc pić np. codziennie tylko jeden kieliszek wina. Nieuzależniony człowiek nie będzie miał z tym większych trudności. Uzależniony nie podoła takiemu ograniczeniu; wcześniej czy później po jednym kieliszku wypije drugi, potem następny i jeszcze, aż do upicia się. To właśnie jest niezaprzeczalny dowód uzależnienia i braku kontroli nad alkoholem. 3. Czy silna wola i mocna głowa chronią przed chorobą? Mocna głowa jest dość pewnym objawem uzależnienia. Alkohol jest trucizną, przed którą normalny zdrowy organizm broni się; wpływa on również na rozregulowanie kontroli w centralnym układzie nerwowym, więc zdrowy człowiek po jego wypiciu ma zawroty głowy, trudniej mu mówić, robi głupstwa. Człowiek z mocną głową toleruje większe ilości alkoholu. Oznacza to najczęściej, że jego organizm już uodpornił się na truciznę, jaką jest alkohol. Może wypić dużo, a zapewne zaraz będzie nie tylko mógł, ale musiał wypić, żeby jako tako się czuć. Przez jakiś czas będzie funkcjonował po alkoholu, ale – jeśli przeżyje i nie zginie w bójce, w wypadku albo nie umrze na zawał bądź inną chorobę spowodowaną alkoholizmem – po latach głowa mu osłabnie. Będzie upijał się coraz mniejszą ilością alkoholu, ale za to – ponieważ głód alkoholu i objawy odstawienia nasilą się nie do wytrzymania – będzie upijać się coraz częściej. Silna wola jest w przypadku alkoholizmu bardzo zdradliwa. Alkoholicy na ogół wykazują bardzo silną wolę w działaniach, które służą piciu, np. potrafią w środku nocy w nieznanym mieście wytrwale szukać alkoholu, aż do skutku. Nie mają natomiast woli – żadnej, ani silnej, ani słabej – wobec samego alkoholu lub innego środka, od którego są uzależnieni. Na tym właśnie polega uzależnienie. A jednocześnie ponieważ wszyscy wokół zarzucają im brak silnej woli, alkoholik walczy beznadziejnie o udowodnienie sobie i światu, że jednak ją posiada. Stąd bezskutecznie ponawiane obietnice i próby kontrolowanego picia. Stąd wymyślny niekiedy system zaprzeczeń, który pomaga alkoholikowi wyszukiwać inne przyczyny picia niż alkoholizm. Nieprzypadkowo pierwszy krok Anonimowych Alkoholików mówi o uznaniu bezsilności (czyli braku siły i woli) wobec alkoholu. Po jego dokonaniu trzeba natomiast bardzo wiele silnej woli, by wytrwale realizować program zmian osobistych, które są niezbędne po to, by najpierw w ogóle wytrwać, a później żyć szczęśliwie bez alkoholu. 4. Czy piwo jest, czy nie jest alkoholem? Jest. Bez żadnej dyskusji. Nikt nie upija się wódką czy winem, ale alkoholem zawartym w wódce, winie, piwie i w innych produktach. Nikt nie uzależnia się od wódki, likieru, koniaku lub piwa, ale od alkoholu zawartego w nich. Mit, iż piwo nie jest alkoholem, jest tak silny, że rosnąca liczba młodych ludzi pije go coraz więcej, w efekcie w wielu ośrodkach leczenia uzależnień znaczną część pacjentów stanowią młodzi ludzie, którzy nigdy nie pili żadnego innego napoju alkoholowego oprócz piwa. Dlatego bardzo niebezpieczne jest nagminne łamanie zakazu sprzedaży alkoholu nieletnim właśnie w odniesieniu do piwa. (…) 5. Jaka jest skuteczność wspólnoty Anonimowych Alkoholików oraz leczenia korzystającego z 12 kroków AA? Ocenia się, że 33% ludzi, którzy przychodzą na terapię opartą na programie AA, utrzymuje trzeźwość po jej ukończeniu. Drugie 33% raz bądź dwa razy zapija, po czym i oni także zachowują trzeźwość. Statystyki te rosną w przypadku połączenia terapii profesjonalnej z AA, a przede wszystkim, gdy po zakończeniu terapii jej absolwenci systematycznie chodzą na mityngi AA. Długość i jakość trzeźwości zależą nie tylko od uczestnictwa w mityngach, ale także od pracy włożonej w przerabianie kroków AA, w czytanie literatury aowskiej, w prowadzenie dziennika uczuć i w inne formy pracy nad sobą. 6. Czy AA jest jedyną metodą na alkoholizm? AA jest najskuteczniejszą metodą dla największej liczby osób. Program AA – w swej istocie behawioralno-poznawczy – jest dziś powszechnie przyjętą podstawą programów terapii, opartych na tak zwanym „modelu Minnesota”. I w tym sensie został uznany przez profesjonalistów za najlepszy sposób pomocy uzależnionym. Paradoksalnie, niektórzy profesjonaliści nie przyznają, że zaczerpnęli pojęcia bezsilności, duchowości, gruntownego obrachunku moralnego z programu AA. (…) AA nie jest jednak metodą jedyną. Zdarzają się ludzie, którzy przestali pić bez żadnej pomocy; są to jednak jednostki wobec milionów trzeźwych alkoholików. Niektórzy stosują disulfiram, znany w Polsce w postaci anticolu lub esperalu, wszczepianego w pośladek. Metody te – podobnie jak stosowana dawniej metoda budzenia wstrętu (…) – polegały na budzeniu lęku przed dolegliwymi konsekwencjami picia – wymiotów i drgawek w przypadku anticolu, śmierci po zapiciu esperalu. Podobny charakter trwałego wpajania strachu – głównie moralnego – przed zapiciem ma hipnoza lub kodowanie (o którym pisałem w książce „Litacja”). Ich działanie jest jednak krótkotrwałe. Disulfiram jest jednym z wielu środków farmakologicznych stosowanych na alkoholizm. Czasem próbowano antydepresantów, takich jak desipramina, lub środków przeciwlękowych jak buspiron, okazywały się jednak niezbyt efektywne. Skuteczniejsze natomiast okazywały się kampral i naltrekson, ale przede wszystkim w połączeniu z terapią. Ostatnio głośno jest o baklofenie, środku zmniejszającym napięcie mięśni szkieletowych, który dobrze znosi objawy głodu alkoholowego. Został on rozpropagowany przez Oliviera Ameisena, francuskiego kardiologa, który w książce „Spowiedź z butelki” ukazał, w jaki sposób ten powszechnie dostępny i tani środek pomógł mu przezwyciężyć alkoholizm. Nie oceniając książki Ameisena i nie podważając jego tez, warto zwrócić uwagę na różnicę między środkami farmakologicznymi a metodą AA. Nawet jeśli farmaceutyki pomogą znieść głód alkoholowy i zachować trzeźwość, to same przez się nie pozwolą na zmianę myślenia oraz wypełnienie pustki duchowej, charakteryzującej uzależnionych. To dlatego skuteczność naltreksonu znacznie rośnie w połączeniu z terapią. Odziaływanie terapii każdego rodzaju ulega wzmocnieniu, gdy towarzyszy mu skierowana przez terapeutów do pacjentów zachęta do chodzenia na spotkania AA. Terapia bez AA jest mniej efektywna. Wciąż jeszcze zdarzające się, choć coraz mniej liczne, przypadki, gdy terapeuci wręcz zakazują uczestnictwa w mityngach AA, są szkodliwe i nieetyczne. 7. Kiedy zaczyna się uzależnienie? Uzależnianie się jest procesem. Trudno określić punkt, w którym ktoś staje się uzależniony. Warto jednak zastanowić się, gdy ktoś ma problemy związane z piciem, a mimo to pije dalej. Najczęściej nie są to jeszcze problemy zdrowotne, lecz zawodowe, towarzyskie, rodzinne, psychologiczne lub prawne. Problemy te wcześniej widzi otoczenie niż sam zainteresowany. Toteż nigdy nie należy bagatelizować uwag ze strony innych ludzi, że ktoś być może za dużo pije. Objawem uzależnienia jest też utrata kontroli; o jej dwóch wymiarach była mowa w odpowiedzi na pytanie o kontrolowane picie. Najlepszym wskaźnikiem alkoholizmu pozostaje zestaw pytań sformułowany przed kilkudziesięcioma laty przez specjalistów z John Hopkins University w Baltimore w USA (tzw. test baltimorski). 8. Na jakie symptomy uzależnienia powinni zwracać uwagę bliscy osoby wpadającej w nałóg? Minimalizowanie ilości i częstotliwości picia oraz jego skutków, wykręty; ukrywanie picia i chowanie alkoholu; zapewnienia, że nie będzie już pić; picie alkoholu do dna, dopijanie kieliszka przy wstawaniu od stołu. Później: tzw. mocna głowa, zaczynanie dnia od klina, picie ciągami. 9. Jak pomóc osobie wpadającej w nałóg? Nie ignorować picia ani nie bagatelizować jego skutków. Nie pomagać unikać konsekwencji picia; nie płacić długów, nie kłamać w celu usprawiedliwienia nieobecności w pracy, nie płacić za uzależnionego kar ani nie załatwiać za osobę pijącą spraw zaniedbanych w rezultacie picia. Odmawiać wspierania nałogowych zachowań. Najskuteczniejsza jest interwencja, której nie należy przeprowadzać w pojedynkę. Ludzie bliscy, pracodawca, koledzy, być może lekarz, powinni skonfrontować pijącego z jego nałogiem i konsekwencjami picia. Interwencja ma wyrażać troskę i odnosić się do konkretnych zachowań, a nie być ogólną oceną człowieka. Jej celem powinno być połączenie problemów życiowych z nadużywaniem alkoholu i pokazanie pijącemu, że jego problemy są właśnie rezultatem, a nie, jak on/ona najczęściej sądzi, powodem picia. Dobra interwencja powinna kończyć się skierowaniem pijącego do specjalisty lub do ośrodka leczenia uzależnień. Tytuł, skróty i zdjęcie pochodzą od redakacji. Fragmenty książki Wiktora Osiatyńskiego Drogowskazy, Iskry, Warszawa 2013 Baltimorski test alkoholowy 1. Czy odczuwasz potrzebę wypicia kieliszka wódki czy kufla piwa w określonej porze dnia? 2. Czy tracisz na picie czas poświęcony na pracę? 3. Czy zdarza się, że siadając do stołu, zamierzałeś wypić tylko 1-2 kieliszki, a z chwilą kiedy zacząłeś pić, piłeś aż do upicia się? 4. Czy następnego dnia po pijaństwie musisz wypić kieliszek wódki lub choćby piwo, by poczuć się lepiej? 5. Czy pijesz, by czuć się bardziej swobodnym w towarzystwie? 6. Czy picie zakłóca twoje życie domowe? 7. Czy miałeś po wypiciu zanik pamięci („przerwę w życiorysie”)? 8. Czy miałeś kiedykolwiek wyrzuty sumienia po wypiciu? 9. Czy picie spowodowało u ciebie wystąpienie zaburzeń snu (trudności w zaśnięciu, zbyt wczesne budzenie się, sen przerywany)? 10. Czy po upiciu się próbujesz znaleźć dla siebie usprawiedliwienie, dlaczego się upiłeś? 11. Czy zauważyłeś rano po przepiciu, że drżą ci ręce? 12. Czy picie zagraża twoim interesom lub stanowisku w pracy (nagany, upomnienia, zwolnienia z pracy)? 13. Czy miałeś już kłopoty finansowe z powodu picia (przepiłeś pensję lub premię, zasiłek rodzinny, pożyczyłeś na wódkę, zastawiłeś przedmioty własne lub rodziny)? 14. Czy odkąd pijesz, zauważyłeś zmiany w swoim usposobieniu (stałeś się drażliwy, wybuchowy, skłonny do wzruszeń, zawistny)? 15. Czy pijesz z osobami poniżej twojego poziomu kulturalnego? 16. Czy pijesz, aby uciec od zmartwień i kłopotów, np. rodzinnych, zawodowych i innych? 17. Czy pijesz sam? 18. Czy odkąd pijesz, stałeś się mniej ambitny? 19. Czy stałeś się trudniejszy w pożyciu z innymi ludźmi, odkąd pijesz? 20. Czy szukasz okazji do wypicia? 21. Czy obniżyła się twoja wydajność w pracy, odkąd pijesz? 22. Czy odkąd pijesz, zmniejszyły się twoje zainteresowania domem i rodziną? 23. Czy kiedykolwiek leczyłeś się u lekarza z powodu dolegliwości po piciu (brak apetytu, nudności, wymioty, zły sen, nerwowość itp.)? 24. Czy pijesz dla uzyskania wiary w siebie? 25. Czy byłeś kiedyś leczony w szpitalu z powodu picia? Jeżeli choćby na jedno z powyższych pytań odpowiesz twierdząco, będzie to dla ciebie wyraźnym ostrzeżeniem, że jesteś na drodze do alkoholizmu. Jeżeli odpowiesz „TAK” na dwa z tych pytań, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że już masz problem alkoholowy. Jeżeli jednak odpowiesz twierdząco na trzy i więcej pytań, jesteś już alkoholikiem. Każda odpowiedź „TAK” świadczy o tym, że alkohol bierze nad tobą górę. Podobne wpisy Jolanta Tęcza-Ćwierz Nigdzie nie mogę mieć nawet kropli alkoholu, bo jak go poczuję, zamienię się w kogoś kim byłem, kiedy miałem go zawsze wokół siebie dużo, a w sobie bardzo dużo - pisze Jakub Zając Właśnie ukazała się jego debiutancka powieść „Halt. Zapiski z domu trzeźwienia”, w której opowiada o uzależnieniu i drodze do trzeźwego życia. Kim jest alkoholik? Człowiekiem, który ucieka. Alkoholik to osoba zalękniona, niestabilna emocjonalnie i niedojrzała. Choroba alkoholowa jest skutkiem czegoś. Sam problem leży gdzieś głębiej. Pisze pan, że alkoholizm to choroba ciała, umysłu i ducha. Co u pana najbardziej szwankowało? Emocje. Zawsze się wszystkim martwiłem, przede wszystkim tym, że nie jestem wystarczająco dobry w jakiejkolwiek dziedzinie. Mam obsesję bycia najlepszym we wszystkim. Jestem też osobą maniakalnie uporządkowaną. Zawsze działałem według rytmu, schematycznie. Alkoholizm najpierw zburzył ten plan, spowodował rozchwianie mojej emocjonalności, a potem pozwolił utrzymywać się w stanie niemyślenia o planie. Jak przebiega sinusoida emocji u osoby uzależnionej od alkoholu, świetnie wyjaśnia prof. Wiktor Osiatyński. Osoba funkcjonująca w równowadze emocjonalnej, spokojna i neutralnie zadowolona z tego, co ją otacza, ze swojego stanu ducha i ciała, jest na linii stabilnych emocji. Kiedy doświadcza czegoś nieprzyjemnego, spada na minus pięć, a kiedy dostanie podwyżkę w pracy-osiąga plus trzy. Tymczasem osoba uzależniona od fizjologicznego wpływu alkoholu ma uszkodzony mózg, wskutek spustoszeń, które substancja ta sieje w organizmie. Wtedy najdrobniejsze uchylenia od normy objawiają się skokami: plus piętnaście, minus szesnaście. Jak alkohol wpływał na pana uporządkowany świat? Dawał mi spokój i sen. Za mną bardzo trudne lata związane z osobistymi przeżyciami. Nie potrafiłem się odnaleźć, ani poradzić sobie z nimi. Dlatego wprowadziłem się w stan dużego przygnębienia, leczyłem się psychiatrycznie na depresję. Zdiagnozowano u mnie początek choroby dwubiegunowej. To mnie trochę przestraszyło. Przyjmowałem leki, ale najlepiej działał alkohol. Zacząłem łączyć lekarstwa z alkoholem, co spowodowało całkowity brak orientacji w tym, co się ze mną dzieje. W pewnym momencie nie wytrzymałem, i coś się we mnie urwało. Powiedziałem sobie, mam to wszystko gdzieś, cały ten porządek i plan. Chciałem się zapić na śmierć. Kiedy się pan zorientował, że jest na najlepszej drodze do uzależnienia? Jakieś dziesięć lat temu w internecie zrobiłem sobie test pod tytułem: jak często i w jakich sytuacjach spożywasz alkohol? To było po którymś z kolei kilkudniowym piciu. Wynik testu brzmiał: zatrzymaj się, to zmierza w złą stronę. Jakiś czas później już nie musiałem robić testu. Próbowałem sobie przypomnieć jakieś miejsce, w którym nie spożywałem alkoholu. Nie znalazłem takiego. Zaspokojenie pewnej potrzeby jest silniejsze, niż cokolwiek innego. Na tym to właśnie polega. Chociaż racjonalnie, w momentach oprzytomnienia, wydaje się to całkowicie absurdalne, bez sensu, i doskonale zdawałem sobie sprawę, że donikąd nie prowadzi, tylko do pogorszenia mojego stanu, bo następnym razem będę musiał wypić więcej. Jednak zaspokojenie tej potrzeby usuwa sprzed oczu wszelkie racjonalizacje. A pamięta pan ten pierwszy raz, kiedy się pan tak na serio upił? Nie. Pewnie było to z kolegami z klubu piłkarskiego, miałem 14, może 15 lat. Co pan wtedy myślał o sobie? Nie wydawało mi się to niczym specjalnym. Wszyscy dookoła pili. Ja również. Piłem od najmłodszych lat. Alkohol był cały czas i wszędzie. Czy jest różnica między alkoholikiem a pijakiem? Pan Maciej Maleńczuk śpiewa, że „pijus krzyczy: polej, pijak prosi: nalej”. Pijus pije, bo lubi, chce się dobrze bawić i dobrze czuć. Alkoholik (którego ja podstawiam pod Maleńczukowego pijaka) pije, żeby się czuć normalnie, żeby się przywrócić do normalnego funkcjonowania. To nie jest tak, że alkohol dla alkoholika jest trucizną. On jest lekarstwem. Zbawieniem. Przywraca równowagę emocjonalną, fizyczną, pozwala normalnie funkcjonować. Gdybym w pewnym momencie nie napił się rano, po przebudzeniu, to bym się nie podniósł z łóżka i nie poszedł do pracy. Oczywiście pijany. Tylko co to znaczy pijany? Tolerancja spożywania alkoholu w moim przypadku bardzo wzrosła. Trudno powiedzieć, kiedy znajdowałem się w stanie rzeczywistego upojenia alkoholowego, tak jak je rozumiemy, że komuś się plącze język, zatacza się, przewraca. Aby doprowadzić się do takiego stanu, musiałbym wypić bardzo dużo albo pić przez kilka dni. W moim przypadku spożywanie alkoholu było metodyczne. Miałem swoje trasy do sklepów, określone godziny i dawki. Spożywałem takie ilości alkoholu, które pozwalały mi normalnie funkcjonować. Brzmi to tak, jakby pan miał wszystko pod kontrolą. Do pewnego momentu picie pozwalało mi w miarę stabilnie funkcjonować, ale ostatnich kilkanaście miesięcy tego ciągu nie było pod moją kontrolą. Aby wyjść z alkoholizmu, trzeba dotknąć dna? Osoby, które nazywam guru alkoholizmu, mówią, że każdy ma granicę, po przekroczeniu której się reflektuje, że coś zawalił, coś poszło nie tak. Do jego zakłamanej samoświadomości dociera prawda z nutką obiektywizmu. Osoby uzależnione pracują na swoją chorobę wiele lat. Trzeba być kretynem, aby nie uświadomić sobie, że jeśli spożywa się półtora litra wódki dziennie, albo wypija 20 piw, jak to było w moim przypadku, to coś jest nie tak. Do tego nie trzeba specjalnej racjonalizacji, tyle że nie ma to przełożenia na działanie. Dolegliwości zespołu abstynencyjnego powodują takie stany psychiczne i fizyczne, które każą wracać do picia. Pierwsza rzecz to świadomość. Druga -to podjęcie działania. Do tego musi być bodziec. Co nim było dla pana?Byłem przekonany, że niemal tygodniowa wizyta w szpitalu psychiatrycznym jest moim dnem. Nie była. Trzy czy cztery dni później niczym wielkim nie wydawało mi się sięgnięcie po alkohol. A co zadziało? Spojrzenie w oczy mojego o 12 lat młodszego brata. Przyjechał po mnie na krakowskie Planty. Byłem w strasznym stanie. I zobaczyłem w jego oczach strach. Już nie był smutny, ani zły na mnie, tylko był przestraszony. Przypomniałem sobie wtedy wszystkie chwile, kiedy go prowadziłem do przedszkola, usypiałem, gdy był małym chłopczykiem. Pomyślałem, że coś jest nie tak. To ja powinienem pomagać rękę młodszemu. To spojrzenie i ta myśl były dla mnie gorsze, niż historie, które znamy z opowieści alkoholowych: obleśnych, obrzydliwych. Następnego dnia udałem się do ośrodka odwykowego. Trafił pan na terapię i napisał o tym książkę. Nie jest to jednak opowieść o piciu i wychodzeniu z niego. Pomysł napisania książki nie był mój. Książka powstała jako praktyka terapeutyczna i zalecenie, które w pierwszych tygodniach zlekceważyłem, jednak później, kiedy zorientowałem się, co się ze mną dzieje, uznałem, że warto łapać się wszystkiego. Pomysł napisania książki to podpowiedź, którą otrzymałem od właściciela ośrodka - trzeźwego alkoholika. Wręczył mi broszurkę pt. „Medytacje. Dzień po dniu” i polecił, abym prowadził dzienniczek głodu alkoholowego. Ci, którzy przeszli odwyki, detoksy, wiedzą, co to jest. Podczas terapii codziennie wieczorem należy podsumować dzień i zaplanować następny tak aby nastawić się pozytywnie do tego, co mamy zrobić. Nie należy myśleć o niczym innym, tylko o tym, żeby ten następny dzień przeszedł pomyślnie, żeby być trzeźwym. Chodzi o leczenie się małymi krokami, każdego dnia. Krzysiek napisał mi w tej broszurce: „Jakubie, zastanów się, czy to, co robisz dzisiaj, przybliża cię do tego, co chcesz robić jutro.” To proste zdanie uzmysłowiło mi, że chciałbym pisać. Więc zacząłem pisać książkę. Cytuję: książka to literackie zejście do alkoholowej studni pamięci. Co pan znalazł na jej dnie? Małego, smutnego, niezadowolonego z siebie chłopczyka, ukrytego w śmiałym, pewnym siebie, od czasu do czasu eleganckim młodym mężczyźnie. Potrafię pozować. Ukrywać, że jestem niepewny. Ale każdy ma jakiś brak, który mu musi wystarczyć. Głód, którego się nie da nasycić i przestrzeń, której nie da się wypełnić. I z tym sobie trzeba poradzić. Mam czarną chmurę, która unosi się nade mną i stale muszę ją od siebie odganiać. Co panu pomaga? Plan. Schemat i rutyna. Siatka nawyków. Postępowanie według ustalonego rytmu. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem, bo mogę się położyć i spać. Przez 9 lat nie mogłem normalnie zasnąć. Śpi pan spokojnie, bo... ...działam według planu. Wstaję o konkretnej porze, robię określoną liczbę pompek, przysiadów, podciągnięć. Potem prowadzę lekcje z uczniami, później piszę, przeglądam strony internetowe, do kogoś dzwonię, spotykam się. Dla kogo jest ta książka? Dla wszystkich, którzy chcieliby siebie poprawić. Stać się lepszymi. Dla wszystkich, którzy mają w sobie niezgodę na siebie i chcieliby się temu poczuciu przyjrzeć.

kiedy alkoholik zapije się na śmierć